Tajlandia 2026

Przełom stycznia i lutego 2026 roku przyniósł Waszej rodzinie przygodę życia. Wyszłyście z domu w piątkowy poranek, zaczynając podróż z Gdańska przez Monachium i Bangkok aż na Phuket. Trasa była długa i męcząca, ale lot z Monachium dwupokładowym gigantem – Airbusem A380-800 (największym pasażerskim samolotem świata) – robił wrażenie. Na miejsce dotarłyście w sobotni wieczór.

Phuket i wyprawa na Phi Phi

 Stardock & Relax: Dwie pierwsze noce spędziłyście w hotelu Novotel na Phuket, regenerując siły po podróży, jedząc pyszne śniadania i zwiedzając urokliwe Old Town.

 Rejs na Phi Phi: Z portu (gdzie oznaczono Was naklejkami, by nikt nie pomylił kierunków) wyruszyłyście w 2-3 godzinny rejs promem (Phuket Ferry). Po uiszczeniu opłaty turystycznej wypatrzyłyście chłopaka z tabliczką hotelu Relax Beach Resort. Do ukrytego w zatoczce resortu można było dostać się wyłącznie łodzią typu longtail.

 Morska przygoda: Całodniowa wycieczka (6 miejsc: Maya Bay, Bamboo Beach, Pileh Lagoon, Viking Cave i inne) dostarczyła emocji. Siedzenie w pierwszym rzędzie łodzi oznaczało ciągłe uderzenia fal w oczy!

 Maya Bay: Wymarzone miejsce powitało Was ok. 13:00 – tłum już odpłynął, a Wy miałyście swój idealny moment na zdjęcia.

 Wieczorny chill: Powrót na wyspę, koktajle, punkt widokowy na zachód słońca, plaża i widowiskowy show ognia. Co ciekawe, to właśnie na Phi Phi jedzenie smakowało najlepiej, mimo że każdy składnik dopływał tam łodziami.

Koh Lanta – wyspiarski spokój

Prom na Koh Lantę przyniósł nagłą zmianę planów – w trakcie rejsu upolowałyście na Booking idealną ofertę w miasteczku Trang (Dugong). Zanim jednak tam dotarłyście, spędziłyście na Koh Lancie 4 relaksujące dni:

 Wycieczka 4 Islands: Zachwycająca plaża na Koh Kradan oraz przepłynięcie 70-metrowego, ciemnego tunelu do ukrytej Smoczej Laguny (Emerald Cave / Koh Mook) i snorkelling.

 Dni bez pośpiechu: Spacer po Walking Street, basen, pranie, plażowanie i zachody słońca. Wycieczka do słoni nie doszła do skutku przez przeoczenie organizatorów („przepraszamy, zapomnieliśmy o Was!”), ale nie zepsuło to humorów.

Dugong (Trang) – dzika Tajlandia

Transport do miasteczka okazał się małą łamigłówką – taksówkarz czekał po drugiej stronie portu, więc trzeba było dodatkowo dopłynąć i podjechać, ale w końcu się udało. 2-godzinna trasa prowadziła przez zupełnie inny, dziki krajobraz gęstych palm.

 Apartament z widokiem: Sypialnia dla nas, druga dla dziewczynek, a z tarasu – nieziemski widok na palmy i pasące się krówki. Po tygodniu tajskiej kuchni wypieczona na miejscu pizza z pieca smakowała obłędnie!

 Baan Nam Raj & Lokalsi: Rejs łodzią po lasach namorzynowych i wspinaczka na górkę w klapkach (na szczęście bez kontuzji). Nikt nie mówił po angielsku, ale Wasz taksówkarz okazał serce – został i robił za tłumacza.

 Eksploracja okolicy: Dziki Park Narodowy (prawie bez ludzi, tylko z kilkoma małpami), ubogie miasteczko, powrót tuk-tukiem, a kolejnego dnia oceanarium, park z wiszącymi mostami w koronach drzew, miasteczko Trang i jego słynny, nieco zabawny wieżowy zegar.

Powrót na Phuket i finał

Po 4-godzinnej jeździe taksówką wróciłyście na Phuket na ostatnie 2 noce:

 Słonie i woda: Wizyta w etycznym sanktuarium słoni (karmienie i poznawanie ich historii) oraz szalona zabawa w parku wodnym Andamanda Water Park (lub Sunsplash).

 Ostatnie akcenty: Pyszne amerykańskie śniadania (jajka, kiełbaski, bekon), zakupy na lokalnym markecie hurtowym (przyprawy i pamiątki), obiad w Pizza Point i taksówka na lotnisko.

Na lotnisku wpadły jeszcze miękkie poduszki podróżne oraz magnesy, po czym wsiadłyście w samolot z Phuket do Bangkoku, rozpoczynając drogę powrotną do domu z głową pełną wspomnień