Europa

  • Madera 2025/2026

    Sylwester na Maderze: Rajska wyspa, góry w chmurach i pokaz, którego nie zapomnimy do końca życia

    Szukając idealnego miejsca na powitanie Nowego Roku, postanowiliśmy uciec od szarości i spędzić ośmiodniowy rodzinny wypad na Maderze. To był niezwykle intensywny, piękny i różnorodny czas, który zapamiętamy na bardzo długo.

    Dzień 1: Powitanie z wyspą i deszczowy wieczór

    Zaraz po lądowaniu w Funchal czekał na nas busik, który zabrał nas do siedziby wypożyczalni Rentix po nasz samochód. Stamtąd ruszyliśmy prosto do naszej bazy wypadkowej.

    Mieszkaliśmy w cudownym apartamencie z podgrzewanym basenem. Właściciele okazali się niezwykle mili i dbali o każdy, nawet najmniejszy szczegół wyposażenia. Dojechaliśmy wieczorem w strugach deszczu, więc zrobiliśmy tylko szybkie zakupy, zjedliśmy kolację i poszliśmy spać – kolejnego dnia czekało nas spore wyzwanie.

    Dzień 2: Korona Madery i obrzeża półwyspu Ponta de São Lourenço

    Poranek przywitał nas wyjazdem na Pico do Arieiro. Droga na parking była kręta i mocno pod górę – w pewnym momencie dosłownie wątpiliśmy, czy nasz samochód da radę i czy na pewno chcemy tam jechać!

    Warto wiedzieć: Od niedawna wstęp na szlak z Pico do Arieiro na Pico Ruivo jest płatny (5 EUR) i wymaga wcześniejszej rezerwacji. Wejściówki trzeba zarezerwować i opłacić na oficjalnej stronie regionalnej: simplifica.madeira.gov.pt.

    Zaparkowaliśmy dość wcześnie, dzięki czemu bez problemu znaleźliśmy miejsce. Ruszyliśmy w stronę charakterystycznej kopuły i słynnych „schodów do nieba”. Przeszliśmy ok. 2 km w jedną stronę do miejsca, gdzie szlak był dalej zamknięty. Widoki były po prostu hipnotyzujące – chmury dosłownie dotykały szczytów gór.

    Poszło nam tak sprawnie, że postanowiliśmy wykorzystać dzień i podjechać na szlak PR8 Ponta de São Lourenço(Półwysep Św. Wawrzyńca). Tutaj z parkowaniem był już spore wyzwanie, bo przyjechaliśmy po południu i musieliśmy zostawić auto dość daleko od wejścia. Słońce grzało niemiłosiernie, ale sytuację uratowały food trucki na miejscu – zimna lemoniada i hot dogi postawiły nas na nogi. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia, jednak dziewczyny stwierdziły, że nie mają siły na pełny trekking. Niespiesznie wróciliśmy więc do apartamentu na zasłużony chill i relaks w podgrzewanym basenie.

    Dzień 3: Magiczny Fanal i Sylwestrowe szaleństwo w Funchal

    W Sylwestra pogoda zaczęła się psuć, dlatego wprowadziliśmy plan B: las Fanal. Mgliście, magicznie, z lekkim błotem pod nogami – wiekowe drzewa o niesamowitych kształtach tworzyły bajkowy klimat. Po spacerze odkrywaliśmy kolejne punkty widokowe z naszej mapki Google Maps, zjedliśmy pyszny obiad w lokalnym barze i wróciliśmy do domu, cały czas śledząc prognozy – deszcz nie odpuszczał i obawialiśmy się, czy słynny pokaz fajerwerków w ogóle się odbędzie.

    O 18:00 ruszyliśmy do Funchal. Auto zaparkowaliśmy na przedmieściach, ponieważ centrum wyłączono z ruchu. Złożeni pod parasolami poszliśmy pieszo w stronę portu. Kupiliśmy po drodze dodatkowe parasole i zajęliśmy strategiczne miejsce nad wodą. Czekanie było trudne – deszcz ciągle siąpił, dziewczyny były zmęczone, a najmłodsza niemal zasypiała na stojąco.

    Jednak równo o 23:45 zaczęło się wstępne widowisko, a o północy niebo dosłownie wybuchło tysiącem barw. Pokaz był widowiskowy – w jednej chwili zapomnieliśmy o deszczu i zmęczeniu. To było spektakularne i najpiękniejsze możliwe zakończenie 2025 roku!

    Dzień 4: Noworoczny oddech

    Pierwszego dnia Nowego Roku deszcz praktycznie nie przestawał padać. Zrobiliśmy sobie pełen regeneracyjny leniwiec w naszym apartamencie. Dopiero wieczorem, gdy aura nieco się uspokoiła, wyszliśmy na szybki, odświeżający spacer po okolicy.

    Dzień 5: Jezus, klify, wiszące mosty i czarna plaża

    Rano pojechaliśmy pod statuę Cristo Rei (figura Jezusa w Garajau) ze świetnym punktem widokowym na ocean. Następnie ruszyliśmy w stronę malowniczego miasteczka Santana.

    Kolejne punkty naszej trasy to:

     Krótki spacer przy dwóch efektownych wiszących mostach.

     Sesja zdjęciowa w okolicach charakterystycznych huśtawek i skał wyłaniających się z morza.

     Przejazd na wulkaniczną plażę Seixal (z czarnym piaskiem). Plaża była zupełnie pusta – mieliśmy ten niezwykły widok tylko dla siebie!

    Dzień 6: Tropikalne ogrody i ikony wyspy

    Ten dzień upłynął nam pod znakiem klasyków Madery:

     Jardim Tropical Monte Palace – przepiękne, piętrowe ogrody pełne egzotycznej roślinności i sztuki.

     Muzeum CR7 w Funchal (coś dla fanów Cristiano Ronaldo!).

     Cascata dos Anjos – słynny „wodospad Aniołów” spadający prosto na dawną drogę publiczną.

    Dzień 7: Kolejka linowa (Achadas da Cruz)

    Wybraliśmy się na przejażdżkę niezwykłą kolejką linową (Achadas da Cruz), która zjeżdża niemal pionowo w dół klifu do opuszczonej, zielonej osady przy samym oceanie. Widoki zapierały dech! Gdy na dole zaczęły zbierać się ciemne chmury, szybko wróciliśmy wagonikiem na górę i uciekliśmy przed ulewą do domu.

    Dzień 8: Ostatnie pamiątki i powrót

    Ostatniego dnia spakowaliśmy się, zrobiliśmy spokojne zakupy pamiątek i lokalnych przysmaków w Funchal, oddaliśmy samochód w wypożyczalni i udaliśmy się na lotnisko.

    To był niesamowicie udany, spędzony w rodzinnym gronie tydzień. Madera w zimowej oprawie – mimo zmiennej pogody – zachwyciła każdego z nas!

  • Ålesund & Geirangerfjord

    Wypad do Ålesund (czwartek–niedziela)

    Dzień 1 – Odkrywanie Ålesund


    Po przyjeździe rozpoczęliśmy naszą przygodę od spaceru po malowniczym centrum Ålesund – miasta znanego z architektury w stylu secesyjnym i pięknych widoków na ocean. Weszliśmy na słynny punkt widokowy Aksla, z którego roztacza się panoramiczny widok na całe miasto i okoliczne wyspy.

    Następnie kontynuowaliśmy wędrówkę wyżej, do Fjellstua, restauracja i taras widokowy na szczycie Aksla.

    Później ruszyliśmy szlakiem Byfjelllet pieszym w kierunku stadionu Aksla: popularna trasa spacerowa. Po wędrówce zrobiliśmy zakupy w sklepie Kiwi, a następnie zameldowaliśmy się w naszym apartamencie Airbnb. Wieczorem odbyliśmy jeszcze jeden spacer po urokliwym centrum miasta, tym razem po zmroku, kiedy Ålesund prezentuje się wyjątkowo klimatycznie.


    Dzień 2

    Drugiego dnia czekała na nas wyprawa na Sukkertoppen (czyli „Cukrowa Góra”) jedno z najpiękniejszych miejsc widokowych w okolicy. Trasa była średnio wymagająca, ale zdecydowanie warta wysiłku z samego szczytu rozpościerały się spektakularne widoki na Ålesund, Morze Norweskie i otaczające fiordy.

    Dzień 3 – Rejs do Geirangerfjord

    Trzeciego dnia wyruszyliśmy w niezapomniany rejs do słynnego Geirangerfjord jednej z największych atrakcji Norwegii wpisanej na listę UNESCO. Rejs w jedną stronę trwał około 3 godziny, a na miejscu spędziliśmy 2,5 godziny. Zrobiliśmy zdjęcia przy punktach  widokowych skąd, rozciągał się zachwycający widok na cały fiord.

    Dzień 4 – powrót

    W niedzielę przyszedł czas na powrót do domu., pełni wrażeń, z głowami pełnymi wspomnień i kartami pamięci wypełnionymi zdjęciami i filmami;)

  • Wspominki z Grecji

    Wrzucam kilka fotek z Grecji, co prawda od wyjazdu minęło już 5 miesięcy:D lol,  ale lepiej by pozostał jakiś ślad.Mam nadzieję, że się wkręce w blogowanie na nowo i uda mi się wrzucić coś częściej.

    Spędziliśmy 8 dni w Chroso Village. Większość czasu spędzaliśmy na basenie:)

    lub na plaży

    Droga na plażę

    pusta plaża przed sezonem

    Agatka w swoim namiocie:)

    były też gry i zabawy we wiosce hotelowej jak tenis stołowy, dmuchańce  czy przedszkole

    przedszkole

    Agatka trenowała raczkowanie:)

    Raz wybraliśmy się do pobliskiej wioski, spacerowaliśmy, kąpaliśmy się, próbowaliśmy „greckich specjałów”…

    Bursztynek, bursztynek znalazłam go na plaży…

    Nie ma jak „greckie przysmaki”:)

    Ostatniego dnia wypożyczyliśmy samochód i objechaliśmy półwysep Kasandra

    szybka zmiana pieluchy i w drogę:)

     

     

  • Mecz Polska – Irlandia Północna w Nicei

    20160612.122459.IMG_0083

    Minęło już sporo czasu od naszych Euro wakacji, aby został po nich jakiś ślad  sukcesywnie będę wrzucać wspominki z wyprawy. W  sobotę 12 czerwca wyruszyliśmy pieszo na stadion zrobić sobie foty. Niestety biletów na mecz nie udało nam się dostać, a nasze Euro trip było planowane w grudniu z myślą o meczu Polska Irlandia. Jednak plany są po to żeby je modyfikować.